Minimalistyczna naturalna pielęgnacja długich włosów

Pielęgnacja włosów to chyba obowiązek każdej z nas, bo każda z nas uwielbia mieć wypielęgnowane, dobrze wyglądające włosy. Kiedy szykujemy się na ważne wyjście, albo chcemy na kimś zrobić wrażenie - to włosy grają jedne z pierwszych skrzypiec. Niestety, bez dobrej pielęgnacji nie osiągniemy pięknego wyglądu włosów, a za tym idzie - naszej fryzurze zawsze będzie czegoś brakować (we własnym odczuciu oczywiście).


Generalnie cała moja pielęgnacja włosów bez silikonów i parabenów zaczęła się na pierwszym roku studiów położniczych*. Mieszkałam wtedy z grupką znajomych w wynajmowanym mieszkaniu, po jakimś czasie dołączyła do nas dziewczyna z psem. Miała ona długie, piękne i gęste włosy. Trochę się z nią zakolegowałam w ówczesnym czasie (ale jak to bywa, ludzie idą własnymi drogami), była trochę starsza, imponowała mi swoją zaradnością i opiekuńczością (wobec mnie i swojego uroczego psa). Miałam wtedy ful nauki, zajęcia od rana do wieczora, praktyki na dyżurach dziennych i nocnych, a jedyne czego potrzebowałam po powrocie do mojego małego pokoju to po prostu chwila dla siebie. Co z resztą zostało mi do tej pory. Lubię się odprężyć we własnym, lub otoczeniu najbliższych, towarzystwie. Wtedy owa koleżanka sprzedała mi kilka tricków na ładniejsze włosy. Mówiła, że skład szamponu ma znaczenie, nakładanie oleju na włosy również (chociaż nigdy nie lubiłam konsystencji i lepkości oleju i tłuszczy), a odżywki i maski do włosów to pozycja obowiązkowa. I jak to młoda, zagubiona osoba, chętnie wzięłam jej nawyki do siebie. Włosy stały się piękniejsze, bardziej zadbane. O dziwo z wysokoporowatych włosów stały się średnio. Myślałam, że to już niemożliwe. Wiem, że nigdy nie zadziałam na gęstość moich długich, ale cienkich włosów, jednak sama długość je broni.


Olejowanie włosów znudziło mi się bardzo szybko, ze względów, o których pisałam wyżej. Jednak szampony i odżywki bez SLSów** i parabenów zostały ze mną aż do teraz (to prawie 6 lat!).  Zaprzestałam używania odżywek bez spłukiwania, chociaż bardzo chciałabym do nich wrócić. Tak samo maskowanie - nigdy za tym nie przepadałam (głównie z braku czasu), ale marzy mi się, żeby odnaleźć maskę tą jedną jedyną. Dziś jednak o moich ostatnich odkryciach - duecie naturalnym, który robi świetną robotę na moich włosach, a także jest super dla osób początkujących w pielęgnacji naturalnej włosów. Więcej o pielęgnacji włosów bez SLS możecie przeczytać tutaj.

Mowa tu o duecie od polskiej, a dokładniej szczecińskiej marce kosmetyków naturalnych - Clochee. Marka jest na rynku już kilka lat, ja ją poznałam w tamtym roku poprzez pojedyncze produkty do twarzy. Jednak zainteresowały mnie na tyle, że musiałam wypróbować kolejne. A jeśli chodzi o marku naturalne, zdecydowanie wolę testować szampony i odżywki do włosów niż kremy do twarzy (niestety te lubią mnie zapychać, lub nie dobrałam jeszcze nic odpowiedniego).


Skórę głowy mam zdecydowanie przetluszczającą się, dlatego zdecydowałam się na Oczyszczający szampon. Bardzo delikatny szampon, który fajnie oczyszcza skórę głowy, nie powodując żadnych podrażnień, bowiem w swoim składzie nie posiada silnych detergentów. Ma piękny zapach, mi przypomina trochę zapach glinek, co automatycznie powoduje, że mam wrazenie dogłębnego oczyszczenia. W składzie ma ekstrakt z chmielu, który ma działanie przeciwbakteryjne i tonizujace. W   składzie możemy znaleźć także bajkalinę, która działa antyoksydacyjnie i łagodzi podrażnienia. Chwilowo miałam romans z drogeryjnym „niby eko” szaponem do włosów, który zrobił mi niemałe problemy włosowe, a teraz, po regularnym stosowaniu szamponu Clochee czuje się o niebo lepiej. Szampon będzie idealny dla początkujących wlosomaniaczek - nie ma rak dużego problemu z brakiem pienienia się jak te bardziej znane szampony bez SLSów.

W celu uzupełnienia pielęgnacji włosów po dwukrotnym umyciu włosów nakładam Regenerującą odżywkę do włosów suchych. Tutaj niestety muszę się zgodzić - moje długie włosy potrzebują wzmocnienia, jednak przez swoją ciężkość, ale pewnie też to, że je zwiazuję, mogą mieć prawo się przesuszac. Ta odżywka ma w swoim składzie ekstrakty z owsa i lnu. Owies ma działanie zabezpieczające powłokę włosa, ze względu na dużo związków mineralnych i witamin w składzie. Myślę, że to właśnie z tego powodu łuska włosa po myciu jest pięknie zamknięta. Nie można oczywiscie pomijać faktu, że na sam koniec spłukuję włosy chłodniejszą wodą. Len natomiast intensywnie regeneruje i nawilża włosy. Ten składnik odpowiada także za blask, który maja włosy po myciu.


Moja główna życiowo-włosowa zasada (którą potwierdziłam na zajęciach z trychologii***) - szampon dobieram do skóry głowy, a odżywka do reszty włosów!

Jeśli któryś z produktów Was zaciekawił - do końca tygodnia trwa marzec z włosami na stronie Clochee, a więc produkty do pielęgnacji włosów są przecenione aż o 20% :) Jeśli chcecie zapoznać się z innymi szamponami i odżywkami, znajdziecie je w tym miejscu.

Jak dbacie o swoje włosy? Preferujecie minimalizm włosowy, czy lubicie zrobić swoim włosom na maxa dobrze?

Pozdrawiam,
Paulina

*Muszę to zaznaczyć, ponieważ zaczęłam w ubiegłym roku studia magisterskie na kierunku kosmetologia i wszystko może się pomylić. Zatem początek moich studiów położniczych to rok 2012, a pielęgnacja włosowa zaczęła się na przełomie 2012/13.
** SLS - sodium lauryl sulfate, detergent, substancja spieniająca
*** Trychologia - dziedzina w nauce, zajmująca się włosami i skórą głowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Paulina blog | BLOG Design: karografia.pl