Makijaż jedną marką | Eveline Cosmetics

Całkiem spodobała Wam się seria makijażu jedną marką, więc dziś na tapetę (tą twarzową :D) wpada marka drogeryjna. I powiem Wam szczerze, nikt kto mnie spotkał nie był w stanie powiedzieć, co mam na twarzy (ale wrażenia zawsze były pozytywne). I ja sama jestem pozytywnie zaskoczona, szczególnie jednym, kluczowym produktem, który gra w moim makijażu główne skrzypce. Zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat produktów marki Eveline.



Twarz, a właściwie baza (lub tapeta, kto jak woli ;)) to mój element kluczowy w makijażu. Ciężko mi wyjść z domu bez umalowanej buzi, przynajmniej w newralgicznych miejscach musi być potraktowana korektorem, a następnie delikatnie przypudrowana. I właśnie takiego schematu trzymałam się przez dłuższy czas, bo zmiana klimatu, duża ilość leków i stresu dała mi się we znaki, szczególnie na buzi. Żaden podkład nie chciał się jej trzymać, czy to Chanel, czy Pro Longwear z Mac, a nawet Estee Lauder Double Wear toczył ze mną wojnę. Kiedy dostałam paczkę od Eveline, byłam sceptycznie nastawiona do podkładu Liquid Control, z resztą jak do wszystkich podkładów z pipetką, które wychodziły jak grzyby po deszczu w drogeriach. Czytałam przeróżne opinie na ich temat, jednak odważyłam się i wypróbowałam opcję, która znalazła się w mojej kosmetyczce. I powiem Wam jedno - jestem zachwycona za każdym razem, kiedy nakładam go na twarz. Idealnie wtapia się w buzię, nie pozostawiając żadnego znaku po podkładzie. Buzia jest lekko świetlista, co potwierdza formułę na opakowaniu "baby face effect". Efekt po przypudrowaniu utrzymuje się cały dzień, a konturowanie pozostaje bez zmian.

Korektor i puder to kosmetyki, które znałam już wcześniej i są bardzo w porządku. Korektor ma właściwości kryjąco-rozświetlająca (chociaż według mnie bliżej mu do rozświetlenia, które ładnie niweluje cienie pod oczami). Nie zbiera się w załamaniach, a przypudrowany utrzymuje się cały dzień pod okiem.
Puder niestety będąc w drogerii złapałam w złym kolorze, ale motywuje mnie to tylko do złapania delikatnej opaleniezny. Puder trzyma mat kilka godzin, po czym się wyświeca, ale na taki naturalny glow. Nie zauważyłam ważenia się ani zbierania w zmarszczkach.


Do konturowania używam ostatnio duo, które ma w sobie bronzer neutralny, ale lekko wpadający w ciepłe tony. Ostatnio bardzo lubię taki efekt wykonturowanej słońcem twarzy. Rozświetlacz z tego duo jest lekko szampański, a ja jednak wolę te bardziej złote rozświetlacze, szczególnie latem (macie jakiś do polecenia? Złoty, nie zapychający rozświetlacz). Nakładając te dwa produkty nie zauważyłam, żeby robiły mi się plamy, co jest wielkim plusem przy mojej mieszanej cerze. Łatwo się je nakłada, ale także nie ścierają się w ciągu dnia (no chyba, że mam dwie drzemki i podpieram się ręką przez pół dnia, ale na takie zachowanie nie ma siły ;)).

Eveline Cosmetics Contour Sensational 3in1


Jeśli chodzi o oprawę oczu to na uwagę zasługuje trio do brwi. Dwa odcienie prasowanego cienia i wosk. Zazwyczaj wosku w ogóle nie używam, ale bardzo przepadam za dwukolorowymi opcjami cieni - można wtedy pozwolić sobie na cieniowanie brwi. Całkiem przyjemny produkt, o średniej pigmentacji, a więc nie zrobimy sobie nim krzywdy.

Natomiast jeśli chodzi o paletę Burn to jestem zachwycona pigmentacją tych cieni. Nie używałam jej zbyt dużo, bo cienie w ciepłej tonacji nie są moimi ulubionymi, ale może właśnie dzięki tej palecie się przekonam. Sama w sobie ma dwanaście cieni, a ja głównie używałam najjaśniejszych i tego najciemniejszego. W tym makijażu na całą powiekę poszedł cień matowy, cielisty. A wewnętrzny kącik użyłam jasnego błyszczącego cienia, a górną linię rzęs potraktowałam ciemno-brązowo-fioletowym, który nieco się osypał. Nie można wymagać niczego innego od tak napigmentowanych cieni. Generalnie paletę będę jeszcze testować, ale zdobyła u mnie dużego plusa! Zazwyczaj nie nakładam większej liczby cieni do powiek, jeśli planuję umalować usta na czerwono.


Z kosmetyków do oczu najbardziej spodobał mi się tusz do rzęs (już kolejny marki Eveline!), który tak dobrze poradził sobie z moimi płaskimi rzęsami. Tusz ma za zadanie unosić je do góry i dawać efekt sztucznych rzęs. W zależności od liczby warstw nałożonych na rzęsy możemy spodziewać się różnego efektu. Ja lubię nałożyć dwie warstwy, przy większej ilości moje oczy czują się obciążone. Z resztą same zobaczcie na tą ciekawą szczoteczkę, której nigdzie wcześniej nie widziałam.


Na usta nie mogło trafić nic innego jak moja ukochana czerwień. Jeśli marka ma w ofercie właśnie ten kolor - wiedzcie, że zawsze go przetestuję! Ta z serii Oh my lips podbiła moje serce i odkąd ją mam wróciłam do tego koloru na ustach. Idealna sprawa to sprzedawany duet z konturówką, która w skuwce ma temperówkę! Sama w sobie pomadka jest fajnie wyprofilowana, a jak zaschnie na ustach... to jest super! Nie wysusza ust, nie przemieszcza się, jest super trwała! Wierzcie mi, bije na głowę nawet wysokopółkowe pomadki.



A tak wygląda mój makijaż. Powiedziałybyście, że cały wykonany jest kosmetykami drogeryjnymi?


Lubicie poznawać markę przez makijaż wykonany w całości tylko ich kosmetykami? Co przypadło Wam najbardziej do gustu?

Pozdrawiam,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Paulina blog | BLOG Design: karografia.pl