Ulubieńcy roku 2017

Po długim chorowaniu w końcu zdobyłam trochę siły, żeby porobić zdjęcia moim ulubieńcom i napisać Wam o nich kilka słów. W tym roku ulubieńcy tylko kosmetyczni i około-kosmetyczni. Poprzedni rok nie był dla mnie zbyt łaskawy, dlatego wybrałam kilka perełek, które umiliły mi ten średni rok. O tym trochę więcej później. Same kosmetyki, które Wam teraz pokazuję, używam praktycznie codziennie do makijażu. Czasem z czegoś zrezygnuję, a czasem coś dodam, w każdym razie baza pozostaje i z nią czuję się najlepiej.


Kosmetyki 

Baza, o której wspomniałam we wstępie to cudowna trójka, bez której w tym roku się nie ruszałam! Korektor Nars Radiant Creamy Concealer to mój must have, którego posiadam już trzecie opakowanie. Chyba to samo przez się mówi jak dobrym jest korektorem. Używam go na zmianę z korektorem z Kat Von D, jednak Nars wygrywa to starcie. Uwielbiam go nosić pod oczami, ale także z niedoskonałościami daje sobie świetnie radę. I tak jak był moim odkryciem poprzedniego roku, tak nadal kocham go równie mocno. Pisałam już jakiś czas temu jego recenzję, a moje zdanie ani trochę się nie zmieniło, dlatego zapraszam tutaj.

Następny w kolejności (chronologicznej, jeśli chodzi o datę zakupu) to hit, który podbił caluteńki internet beauty, ale nie tylko. Mowa tu o najlepszym pudrze wszechczasów - Laura Mercier Translucent Loose Setting Powder. Wychwalony przez każdego, nie usłyszałam o nim żadnej negatywnej opinii. Sama go uwielbiam i wiem, że jeśli się skończy to na pewno kupię kolejne opakowanie. Puder transparentny, który daje idealną niewidoczną powłoczkę na twarzy, pięknie utrwala podkład, a jeszcze lepiej współgra z innymi produktami. To tylko kilka jego zalet, a więcej znajdziecie tutaj, czytając moją recenzję. Dodatkowo pod tym linkiem znajdziecie godny, drogeryjny zamiennik.

Ostatnia z moich miłości to nowość drugiej połowy roku, który kupiłam właściwie pod wpływem chwili. Mimo, że wcześniej brałam próbkę tego podkładu, nie mogłam się na niego zdecydować, chociażby ze wzglęgu na cenę. Jest to podkład Chanel Les Beiges. Podkład, o którym powiedziano wiele słów, niekoniecznie dobrych. Dla mnie jest to ideał podkładu na dzień i wyjście. Uwielbiam go nad życie i już cierpię na samą myśl, że może się skończyć. Szukam aktualnie dla niego godnego zamiennika. Kryje w stopniu średnim, daje nieco pudrowe wykończenie, ale z blaskiem. Jego recenzja pojawi się wkrótce, czeka na publikację.


Trio, które regularnie nakładam na buzię to 1. prezent od Olgi, 2. prezent od siebie dla siebie, na który namówiła mnie Ala. Ale przejdźmy do konkretów.

Same wiecie, że jestem uzależniona od neutralnych i chłodnych bronzerów i pudrów do konturowania. Fakt, że tego lata zaczęłam także używać ocieplaczy, ale nie o tym teraz mowa. Jak tylko Becca weszła do polskiej Sephory, wszystkie Polki oszalały. Każdy przecież znał rozświetlacze Becca z zagranicznego YT. Ja jednak po cichaczu wyhaczyłam duo z bronzerem i rozświetlaczem. Kręciłam się wokół niego bardzo długo, tak długo, że Olga miała mnie chyba już dość i dostałam go na urodziny. Od tamtej pory używam go codziennie (tylko od czasu do czasu zdradzam go z poprzednią miłością trio Smashbox), a ubytku nie widać. I darzę to duo ogromną miłością, tak samo bronzer i rozświetlacz. Aż mam ochotę dokupić inny rozświetlacz od tej marki ;)

Róż, który przerwał dotychczasową największą miłość z Orgasmem jest tej samej marki. Mówię tu mianowicie o różu Nars Bumpy Ride. Początkowo była to limitka w naszej rodzimej Sephorze. Dlatego cudo kosztowało kilka dyszek więcej niż róże z kolekcji klasycznej. W końcu producent się ocknął i dodał go do tej standardowej linii. Ostatnio widniał na promocji za około 80 złotych! Aż żałowałam, że kupiłam już swój! Mój ma już kilka dobrych miesięcy, a na początku nie mogłam się do niego przekonać. Nie czułam się w nim najlepiej, był okej, ale nie robił tego, co robił a buzi Ali. Po jakimś czasie używania odstawiłam go na rzecz innego różu. A kiedy spróbowałam go z powrotem zakochałam się po raz drugi. Od połowy roku nie schodzi z moich policzków!


Jeśli chodzi o oczy, mam kilku ulubieńców, którzy nie schodzą z moich topowych list. Przedstawię Wam kilku ulubieńców, a właściwie all time favoritues, bez których się nie ruszam!

Tusze do rzęs to zazwyczaj loteria - często jedne lubię tylko dlatego, że wyglądają dobrze w danym momencie wzrostu moich rzęs. Ten tusz od L'Oreal Paradise Extatic skusił mnie z jednego głównego powodu - miał być zamiennikiem dla tuszu Better Than Sex, który całkiem lubiłam, ale jego dużym minusem było osypywanie się w ciągu dnia. Ten drogeryjny zamiennik posiada praktycznie identyczną szczoteczkę i cudownie wygląda na rzęsach bez osypywania się. Nie było jego recenzji, a całkiem lubię robić podsumowania z używania tuszy. Chcecie o nim więcej poczytać?

Kolejny ulubieniec to eyeliner. Jeśli mnie znacie, albo czytacie trochę dłużej, to wiecie, że uwielbiam nałożyć tylko eyeliner, mocno wytuszować rzęsy i na tym kończy się mój makijaż oka. Przez bardzo długi czas kochałam się w eyelinerze z Mac Blacktrack Fluidline. I chociaż ma idealnie czarny kolor, to jego minusem jest forma nakładania. Nie zawsze mam czas na nakładanie go pędzelkiem ze słoiczka. Na przeciw wychodzi kolejny faworyt wielu makijażowych freaków, a mianowicie Tattoo Liner od Kat Von D. Jednen z pierwszych eyelinerów, które posiadają pędzelek, a są w formie pisaka. Uwielbiam go za łatwość użwania, chociaż ma swoje minusy (nie jest czarno-czarny i trochę się błyszczy). Na pewno przetestuję też jego zamiennik z Clinique.

Jedyny Maczkowy kosmetyk w tym zestawieniu to paleta Mac Dusky Rose Times Nine. Dziwię się, że to jedyny kosmetyk Mac, który pokazuję Wam w tym zestawieniu (no dobra, niżej wspomnę jeszcze o pomadce), bo moja miłość do tej marki wcale nie maleje. Mam swoich ulubieńców od Maca i na pewno ich prędko nie wyrzucę z mojego serca. Wracając jednak do paletki, to zakochałam się w niej jak jeszcze była edycją limitowaną. Wtedy jednak się na nią nie skusiłam (sic!), co niestety mocno się odbiło na mojej kruchej psychice! A tak na serio, bardzo żałowałam, że jej nie upolowałam, bo ma idealne neutralne tony, których jestem fanką. Mogłabym oddać wszystkie palety, a zostawić tylko tą i Cinderellę i byłabym równie szczęśliwa ;) Na szczęście okazało się, że paleta wraca i od razu, pierwszego dnia pobiegłam i ją kupiłam. Po co czekać na promki, jak można zaspokoić swoją radość od razu! Swatche i pełna recenzja tutaj.

Ostatni ulubieniec z kategorii oczy to Eyebrow Duo w odcieniu Dark od Lily Lolo. Na tyle razy ile próbowałam zdradzić to duo, samo powinno ode mnie odejść. Jednak ja, jak ten syn marnotrawny zawsze wracam. Idealnie dopasowany kolor cienia, przecudowne utrzymywanie i łatwość nakładania to coś, co mnie mocno trzyma przy tym produkcie. A przy okazji wydajność! Sam cień po ponad roku użytkowania wewnątrz wygląda obrzydliwie, dlatego pokazuję tylko opakowanie, a całą recenzję możecie przeczytać tutaj.


Usta to u mnie temat rzeka. Uwielbiam czerwienie i odcienie nude, jednak dziś, tak jak w całym poprzednim roku rządziły u mnie nudziaki. Dlaczego? Nie wiem, chyba łatwość nakładania, albo to, jak się zjadały mnie przekonały. To, że nie muszę się pilnować, żeby je poprawić. Głównie skupiłam się w tym roku na pomadkach płynnych matowych, ale na podium ex aequo stoją także klasyczne pomadki o wykończeniu półprzeźroczystym. Mowa tutaj o Mac Cosmetics w kolorze Modesty (możecie ją zobaczyć tutaj), a także pomadka Marc Jacobs w kolorze Role Play (pokazywałam ją tutaj). Ta druga to tylko miniaturka, ale na pewno kupię ją ponownie w pełnowymiarowym rozmiarze.  Obydwie to idealne nudziaki dla mnie. Niezbyt jasne, niezbyt ciemne, pięknie utrzymują się na ustach. 
Pomadki, które pokazuję Wam poniżej to Sephora Cream Lip Stain w kolorze 13 (na ustach tutaj), która jest najpopularniejszym odcieniem z tej serii. Wcale się nie dziwię, bo wygląda obłędnie na ustach. Może być kolorem dziennym, ale także wieczorowym. Idealny przybrudzony róż. Kolejna pomadka to Kat Von D w kolorze Double Dare, czyli coś, w czym kompletnie się zakochałam i popchnęła mnie ona do zakupu kolejnych pomadek od Kat, czyli Lolita i Lolita II, ale pokażę Wam je w kolejnym poście. Ostatnia pomadka to Huda Beauty w kolorze Bombshell. Zrobiła ona furorę na naszym rodzimym YT, wcale się nie dziwię, bo na każdym, absolutnie zawsze wygląda dobrze. Nawet nie wiem ile razy dostałam komplement jak już się nią pomalowałam! Swatche Kat i Hudy tutaj a na ustach tutaj.


Pielęgnacja

Trójka pielęgnacyjna to nadal marka Kiehl's oraz Organique, które poznałam również dzięki Oldze. O Midnight Recovery Concentrate powiedziało się już wiele słów. Ja nadal je kocham, mimo, że zrobiłam chwilową przerwę na kurację kwasami, to wiem, że niedługo do niego wrócę z powrotem. Pięknie wyrównuje cerę, uspokaja ją. Zmniejsza natychmiastowo niespodzianki skórne. Kocham nad życie, a recenzję możecie poczytać tutaj.
Tak samo uwielbiam nadal krem Ultra Facial, którego opakowanie ponownie kupiłam. Świetnie nawilża, nie pozostawia na twarzy tłustego filmu, którego nienawidzę. Uwielbiam za to jak działa, ale także jak wygląda i utrzymuje makijaż.
Same wiecie, że bardzo lubię peelingi. Wiem, że na moim blogu pojawia się dosyć mało pielęgnacji, ale ten Enzymatic Peeling od Organique naprawdę robi robotę i na pewno pojawi się o nim osobny wpis. Zawsze przepadałam za peelingami gruboziarnistymi, bo tylko takie peelingi dawały natychmiastowy efekt na mojej mieszanej cerze. Ten enzymatyczny peeling radzi sobie znacznie lepiej. Szybko oczyszcza cerę, bez podrażniania jej i pozostawia ją w bardzo miękką. Nie pozostawia po sobie żadnego filmu. Uwielbiam!


Paznokcie

Na paznociach u mnie niezmiennie pojawiają się hybrydy. Raz rzadziej, raz częściej, jednak jak maluję paznokcie to tylko ta forma wchodzi w grę. Świetnie wytrzymują u mnie w pracy, gdzie mycie i dezynfekcja rąk jest na porządku dziennym, ale po prostu też dobrze wyglądają. Uwielbiam lakiery Semilac, bo są dla mnie idealne w konsystencji i kryciu. Żadne inne lakiery hybrydowe tak dobrze nie trzymają się mojej płytki. Kolory, które wybrałam to 027 Intense Red, 183 Grey Pepper oraz klasyka gatunku 031 Black Diamond. Każdy z tych kolorów jest przedstawicielem grupy kolorystycznej, które kocham najbardziej. Jest wiele czerwieni, które są prześliczne (klik), jednak w tym roku lubiłam 027 za namową Pauliny - mojej instagramowej siostry bliźniaczki (@Chmielowa). Sama wiem, że namówiłam kilka dziewczyn na moją ukochaną jasną szarość 183. I żadna z nich nie żałuje! Jeśli chcecie zobaczyć swatche wszystkich szarości Semilac - kliknijcie tutaj. A czerń może nie ma wielu kolorów, ale na pewno ma wiele pochodnych, takich jak granaty, brązy. Jednak czerń to klasyka, którą kierowałam się w tym roku.


Perfumy

W poprzednim roku mogłyście przeczytać kilka recenzji perfum. Czy to Hugo Boss The Scent, czy Giorgio Armani Aqua di Gioia, albo Pacco Rabanne Lady Million. Jednak nigdy nie zrobiłam recenzji perfum, które są ze mną od bardzo długiego czasu, a kocham je najbardziej na świecie. Towarzyszą mi w każdym najlepszym i najgorszym momencie. Są piękne i (tfu tfu) nigdy mi się nie znudzą. Mowa tu o klasycznej wersji perfum Chloe. Świeże perfumy, które potrafią nastroić mnie do działania. Lubicie? Ja jeśli je zdradzam, to tylko na trochę. Zawsze do nich wracam.


Dodatki

Nieodzownie na moim nadgarstku w tamtym roku gościły zegarki Cluse. Mam już kilka sztuk, a właściwie mam już kolekcję, którą kocham i z chęcią pokażę Wam ją bliżej. Chcecie? Pod choinkę zakupiłam sobie wersję srebrną z różowym złotem. Pokazywałam go Wam w wishliście na ten rok. Ale to nie jedyny zrealizowany podpunkt z wishlisty. Od mojego chłopaka dostałam piękną Pandorę również z różowym zapięciem w kształcie serca. Do tej pory się dziwi, że nie chciałam jeszcze jakiejś zwieszki. Ale ja lubię taki minimalizm. Zegarek i bransoletka wyglądają cudownie w duecie, świetnie mi się noszą i idealnie do siebie pasują.

Inny z dodatków to mocno widocznie okulary marki Muscat. Przez dłuższy czas nie byłam u okulity, dlatego odbyłam wizytę, a następnie udałam się do salonu optycznego. O ile Muscat jest wspaniały, bo można zamówić sobie domową przymierzalnie (wybieramy pięć par oprawek i są nam wysyłane do przymierzenia), to brak cierpliwości nie pozwoliłby mi na wybranie tej opcji. W Warszawie jest ich salon więc nie miałam z tym problemu. Od razu wiedziałam, jakie okulary chcę, więc poszłam, przymierzyłam i okazało się, że są wspaniałe. Mój model to Stark Grey Stone. W planach mam zakup jeszcze jednych oprawek od marki.


Dlaczego nie ma ulubieńców lifestylowych i co w ogóle u mnie

Wiosna poprzedniego roku przyniosła mi uraz kręgosłupa, którego uszczerbek czuję do tej pory, a będę czuła jeszcze do końca życia. Dużo się nacierpiałam z tego powodu, nie tylko fizycznie. Moja forma psychiczna bardzo mocno spadła, a był to tylko początek zła, które działo się później. Tylko cudem otarłam się o depresję i jakoś się odbiłam, jednak bardzo dużo tych momentów odbiło się na teraźniejszość. Przełożenie pracy magisterskiej, do której nie mogę zabrać się do tej pory -  ponieważ dalej mam problemy zdrowotne. Dalej jestem w trakcie diagnostyki, a zaczęło się od niewinnego zapalenia górnych dróg oddechowych. Okazuje się, że mimo, że pracuję w ochronie zdrowia, nie potrafię sama się uchronić od choroby. Liczę na to, że powoli z tego wszystkiego wyjdę, a dalszy rok przyniesie mi same sukcesy.
Ulubieńców lifestylowych nie chcę Wam pokazywać - przeczytałam dużo książek (lecz nie tyle, ile bym chciała), obejrzałam dużo filmów i seriali. Jednak choroba nie pozwala mi się skupić jeszcze na takich rzeczach. Ciężko się wraca do przyjemności po momentach upadku. Cieszę się, że chociaż w kosmetykach mogłam odnaleźć choć trochę przyjemności, mimo, że są to tylko rzeczy, materialne obiekty, które nigdy nie przyniosą pełni szczęścia.
Niemniej, niczego nie żałuję, co działo się w poprzednim roku. Dużo się zmieniło. Cieszę się, że teraz, a nie wtedy, kiedy mogłoby być za późno.


Mam nadzieję, że Wy wystartowałyście w ten Nowy Rok z większym zapałem i energią niż ja! Niemniej - na pewno się podniosę ze wszystkiego.

Pozdrawiam,
P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Paulina blog | BLOG Design: karografia.pl