Autor: 2017/05/08

Płynne pomadki Sephora Cream Lip Stain 13, 23, 03, 17

Chwilę temu w Sephorze można było zobaczyć premierę kilkunastu nowych odcieni płynnych pomadek. Wcześniej w ofercie było zaledwie kilka odcieni, a teraz w sumie jest ich około dwudziestu. Ładna liczba prawda? Jako, że jestem ogromną fanką produktów do ust nie omieszkałam zaopatrzyć się w kilka kolorów. Ale o moich zakupach opowiem Wam za chwilkę.


Sephora Cream Lip Stain (bo właśnie tak się nazywają te pomadki) zapakowane są w schludne, opakowania z logiem marki. Dobrze widać kolor na pierwszy rzut oka, ale jeśli chcemy dopatrzeć się numeru, to musimy szukać go na spodzie. Niestety musimy wytężyć wzrok, bo czcionka ma chyba wielkość osiem. Ale nie jest to tak ważne - wolę widzieć kolor na pierwszy rzut oka.

Na początku zakupiłam dwa kolory - 17 i 23, które okazały się hiciorami. Ale o nich więcej dalej. Następnie w ciemno zakupiłam też mocny różowy kolor z drobinkami, który okazał się niewypałem. To znaczy był piękny, ale wyglądał na mnie bardzo sztucznie. Oddałam go mamie, która była zachwycona tym kolorem. Kolejne kolory, czyli najbardziej znana 13 i mocną 03 dostałam od mojego lubego.


Kolor nr 13 Marvelous Mauve - najpopularniejszy wśród całej gamy kolorystycznej. Był dostępny od samego początku wyjścia tych pomadek. Brudny, neutralny róż, który będzie pasował każdemu. Oksyduje w ciągu noszenia na ustach - staje się dużo ciemniejszy. Nie umniejsza mu to uroku, ponieważ w każdej wersji wygląda dobrze.


Kolor nr 23 Copper Blush - kolor, który z czasem oksyduje na szaro. Według mnie jest to braciszek koloru numer 13, jednak o kilka tonów ciemniejszy. Bardzo ładnie wygląda na ustach, trochę trupio. Dla fanek szarych kolorów jak znalazł. Ja lubię go nosić, ale nie do pracy, według mnie jest zbyt odważny. Z nazwą nie ma on nic wspólnego według mnie.


Kolor nr 03 Strawberry kissed - mocny, intensywny różowo-czerwony kolor. Na zdjęciu na ustach wyszedł bardzo odblaskowo, jednak na żywo nie jest aż tak mocny. Chyba lepiej jego kolor oddaje zdjęcie na swatchu poniżej. Uwielbiam go nosić, pięknie przyciąga wzrok przechodniów. Ideał na lato! Pierwszy raz zobaczyłam ją u Ali z bloga Ala Ma Kota i przepadłam.


Kolor nr 17 Dark-Red - ideał ciemnej czerwieni, który konkuruje z moim all-time-favourite, czyli Russian Red z Mac. Trzyma się lepiej na ustach niż poprzednik i nie zostawia w ogóle śladów. Piękna, głęboka czerwień, kolor, w którym czuję się jak milion dolców. Czy Wy też czujecie się +10 do pewności siebie, nosząc czerwoną pomadkę?


Wszystkie zdjęcia robiłam w świetle dziennym, żeby nie przekłamać kolorów. Według mnie oddają one swoje rzeczywiste kolory. Patrzcie jednak na swatche poniżej, bo jednak na każdych ustach mogą one wyglądać inaczej ze względu na odcień skóry, makijaż, oksydację, a nawet pH skóry. Swatche kolorów poniżej w kolejności: 13, 23, 03, 17.


Pomadka ma w większości same plusy - idealnie się rozprowadza, bez potrzeby używania pędzelka. Można wyrysować usta samym patyczkiem (ja tak zrobiłam na zdjęciach powyżej). Świetnie się z nią pracuje - nie zastyga od razu, ale nie trzeba też czekać na to wieczność. Dobrze wżera się w usta, ponieważ nawet po posiłku potrafi zostać na ustach. Często dostaję komplementy jeśli mam je na sobie. Mają minimalną skłonność do przesuszania ust - nic dziwnego, w końcu to pomadka matowa. Nie podkreśla zbytnio suchych skórek, ale zawsze przed nałożeniem jakiejkolwiek matowej pomadki, polecam zrobić peeling i dobrze nawilżyć usta - to klucz do sukcesu!


Znacie te pomadki? Jakie matowe pomadki w płynie jeszcze polecacie? Marzy mi się wypróbować te od Kat Von D :) Pomadki w ogóle się nie odbijają - zdjęcie powyżej to ściema, tylko na rzecz zdjęcia ;)

Pozdrawiam,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy