Autor: 2017/03/06

Benefit - GALifornia

Po wielu miesiącach zimy, ponurych dni, wychodzenia do pracy, kiedy jest ciemno i wracanie po zmroku mocno przytłacza. Słaby nastrój i brak koloru, słońca powoduje, że mam ochotę zaszaleć z kolorem (mimo, że jestem typem lubiącym stonowane kolory). Przy okazji jednej z wizyt w Sephorze zakochałam się w słońcu po raz kolejny. Tym razem słońce pochodzi wprost z Californi ;)


Oczywiście, chcę Wam pokazać przepiękny róż GALifornia od marki Benefit. Po kilku latach producent wypuścił nowy, słoneczny róż do policzków. Już w tym momencie myślę, że w jednej chwili stał się bardziej popularny od swoich poprzedników. Dlaczego tak uważam? Właśnie przez to słońce i przecudowny zapach. Inspirowany jest Californią lat siedemdziesiątych. Dzieci kwiaty, wyzwolenie. Fakt, opakowanie ma dużo do powiedzenia w tym temacie, jednak czy sam róż? No nie wiem.


Opakowanie to typowy dla marki kartonik, w którym znajduje się lusterko (z którego osobiście nie korzystam) oraz pędzelek (który kuje). Z opakowania przez wielkie okulary spogląda na nas wielokolorowowłosa kobieta, która bardzo zachęca do spojrzenia w głąb okularów, a właściwie, co się dzieje pod wieczkiem. A tam cudownie satynowe złoto-różowe cudo. Po różu Narsa w odcieniu Orgasm zakochałam się w mieniących się kosmetykach tego typu. Kiedyś używałam tylko matów, ale powoli odchodzę od tego przyzwyczajenia na rzecz takich gagatków. 


Kolor różu jest w odcieniu koralowym, nie jest zbytnio oczywisty, wygląda różnie w innych warunkach i przy innych makijażach (dla mnie to plus). Dlatego właśnie będzie pasował do wielu typów urody. Chociaż jakiś czas temu przeczytałam opinię, że nie będzie nadawał się dla brunetek i szatynek, a tylko i wyłącznie blondynek - kochane, nie wierzcie w to, czuję się w nim jak milion dolców! Z resztą zobaczcie poniżej same, róż dobrze się komponuje, bez względu na odcień cery. Ma on podtony o zabarwieniu neutralnym, a więc dobrze wpisującym się w różne typy urody.


Słoneczko pięknie wygląda z chłodnym makijażem jak i z tym o ciepłych tonach. Tak samo utrzymuje się dobrze na bazie z makijażu mineralnego, jak i tego klasycznego. Nałożony od rana, znika bardzo powoli, aż do demakijażu. Używam go od kilku tygodni i nie zauważyłam zapychania - a więc kolejny plus. Nie da się nim też zrobić krzywdy, nie jest on tak mocno napigmentowany jak np. róże mineralne.


Mimo, że gagatek Benefitu nie pojawił się jako osobna pozycja w ulubieńcach poprzedniego miesiąca, nie mogę stwierdzić, że powoli nie staje się moim faworytem. Jest dla mnie zaskoczeniem ostatnich dni, bezkonkurencyjnie.

Jakie jest Wasze ostatnie odkrycie? Znacie róże Benefit? Możecie jakiś polecić?

Pozdrawiam,
P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy