Autor: 2016/12/30

Mac Mineralize Skinfinish - Lightscapade

Czas, w którym stawiam na rozświetlacz właśnie nadszedł. Nie jest w tym nic dziwnego, że to akurat w zimę, kiedy potrzebuję więcej światła, więcej błysku na poszarzałej twarzy. Nic też dziwnego, że wymarzony rozświetlacz kupiłam na nocy z Douglas. I pokazuję Wam go teraz, jeśli chcecie zakupić go po niższej cenie niż jest standardowo. Zapraszam!


Strobing jest mi bardzo obcy, a świecące Instagramowe nosy przyprawiają mnie o ciarki (albo wymioty? już sama nie wiem :P). Nie zmienia to faktu, że rozświetlaczy unikałam jak ognia, ze względu na moją mieszaną cerę, przetłuszczającą się w strefie T. Przy mojej regularnej pielęgnacji, dobrze dobranym kosmetykom zapanowałam nad tym świeceniem, zatem czegoś w moim makijażu brakowało. I już wiem, tego delikatnego błysku! 


Od jakiegoś czasu Internet huczy od rozświetlaczy, tych wysokopółkowych, drogeryjnych, dostępnych jedynie online. Mam w swojej kolekcji rozświetlacz z Wibo, który kupiłam właściwie pod wpływem opinii, że jest super, że zamiennik najsławniejszej Mary-Lou Manizer. Jednak chyba był zbyt żółty, zbyt intensywny. I to nawet zbyt żółty dla mojej ciepłej cery. Odstawiłam go w dalekie czeluścia szuflady, ale chyba w najbliższym czasie pójdzie po prostu do kosza, szkoda miejsca.

W mojej szufladzie wypchanej kosmetykami mogę znaleźć jeszcze rozświetlacze dołączone do innych paletek, np. Eveline, o którym całkiem niedawno tutaj pisałam, a także Lily Lolo. Obydwa bardzo lubię, ale chciałam czegoś więcej. Jak zawsze ;) 


A jak ja chcę czegoś więcej, zazwyczaj pada na Mac. Chociaż zastanawiałam się jeszcze nad rozświetlaczem z Narsa. Postawiłam jednak na moją klasykę. Tym bardziej, że w Douglasie panowała noc, na której mogłam zakupić produkt za -20%. Kto by się nie skusił? Co do kuszenia, pamiętajcie, że teraz w Douglasie jest -30%, a w Mac Cosmetics -20%. 

Przejdźmy jednak do samego rozświetlacza. Mineralny rozświetlacz Mac w odcieniu Lightscapade wyparł swojego braciszka Soft&Gentle. Wiem, że wiele z Was jest zwolenniczkami tego drugiego. Jest on zamknięty w porządnym opakowaniu na magnes, a ja niezwykle taką formę lubię. Te wszystkie zatrzaski zazwyczaj się luzują, łamią, ogólnie psują. Jego formuła jest wypiekana, co pozwala na używanie go w nieskończoność. Na zdjęciach rozświetlacz, którego używałam już od jakichś dwóch tygodni, bez przerwy. Nawet nie widać, że był dotknięty pędzelkiem. 


Kolory, które można zauważyć po otwarciu to biały, żółty, niebieski, zielony. Byłam w szoku, bo nie pamiętałam, że jest on w takiej kolorystyce i obawiałam się, że będę wyglądać jakbym nałożyła tęczowy rozświetlacz (klik). Na szczęście zostałam miło zaskoczona. Rozświetlacz na mojej twarzy wygląda delikatnie, nie rzuca się chamsko w oczy (co mnie okrutnie drażni). Oczywiście w wersji imprezowej można użyć go na mokro, wtedy blask wzmacnia się dwukrotnie. Niestety robiąc zdjęcia zapomniałam zesłoczować go w takiej wersji. 

Kolejny szok, którego doznałam, było utrzymywanie na twarzy. Nawet jeśli moja twarz wydzieliła większą ilość sebum rozświetlacz nie wyglądał jak przerysowany. Piękny, delikatny blask pozostawał na policzku do końca dnia, aż do demakijażu. Czego chcieć więcej?


Podsumowując - jestem zachwycona. Nie na żarty. Rozświetlacz uwielbiam i nie sądzę, żebym go szybko porzuciła. Macie takie swoje perełki? Jaki rozświetlacz jest dla Was najlepszy? Koniecznie dajcie mi znać, może bardziej zagłębię się w rozświetlanie... :)

Pozdrawiam,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy