Autor: 2016/11/29

Ulubieńcy listopada'16

Podobno listopad to zbiór wszystkich poniedziałków z całego roku. Nie wiem czy tak jest, ale muszę przyznać, że to najbardziej ponury miesiąc, a ten zaszedł mi wyjątkowo za skórę, bo w połowie chorowałam. Jakimś cudem musiałam sobie umilić ten czas i dziś się podzielę z Wami moimi umilaczami. 


Kremy pod oczy to moja zmora, często o nich zapominałam lub celowo omijałam. Moja skóra pod oczami (szczególnie w kącikach) zrobiła się mocno wysuszona, za czym idzie niekorzystny wygląd makijażu. W tamtym miesiącu pokazywałam Wam mojego ulubieńca z Kiehl's i tak się w nim zakochałam, że chcę poznać jeszcze więcej kosmetyków tej marki. Na ten miesiąc przypadł krem pod oczy Creamy Eye Treatment with Avocado. Awokado mogłabym jeść non stop, ale okazuje się, że pod oczy także mogę go stosować. Ten zielony maluszek, zamknięty w małym opakowanku spowodował, że skóra pod oczami nabrała blasku i jest mocno nawilżona. Pod makijażem sprawdza się świetnie, a nałożony w większej ilości na noc mocno regeneruje. Jestem na tak!



Po całkowicie zakończonym sezonie letnim, pozbyciu się opalenizny wróciłam do mojego ulubieńca wiosennego! Ah jak ja go kocham! Clarins Everlasting Foundation jest cudownym podkładem, który ma lekką konsystencję, piękny zapach i neutralny kolor. Pięknie wygładza cerę i zakrywa niedoskonałości przy niewielkiej ilości. Uwielbiam! Pełna recenzja pojawiła się już na blogu, więc odsyłam Was do niej.

•  Clarins Everlasting Foundation


Tego Narsa Wam chyba jeszcze nie pokazywałam. Zamówiłam ten korektor za raz po wejściu marki do polskiej Sephory. Na początku byłam mocno zawiedziona tym korektorem, ze względu na kolor, konsystencję i krycie. Ale chyba nauczyłam się z nim pracować i od jakiegoś czasu jesteśmy duetem nierozerwalnym. Ja i mój Nars Radient Creamy Concealer <3. W niedalekiej przyszłości na pewno pojawi się jego recenzja. A ja już się martwię, że się skończy i trzeba będzie go znowu kupić!


Mimo, że w tym miesiącu zakupiłam piękną, mocno napigmentowaną pomadkę Mac w kolorze D for Danger, to moje serce powróciło do pomadki w kolorze Faux. Moja pierwsza pomadka z Mac, której chyba nie doceniłam aż tak, teraz za to noszę ją codziennie i za każdym razem zachwycam się jej satynowym wykończeniem, kolorem, oraz tym, jak współgra z całym makijażem. Cudo na ustach, które na pewno zostanie ze mną jeszcze w grudniu.



W ostatnim czasie zakochałam się w manicure hybrydowym, ale to już chyba wiecie! Niedawno pokazałam Wam manicure z użyciem kolorów Semilac. I szczerze powiedziawszy obawiałam się reakcji na zestawienie kolorów, ale okazało się bardzo trafione. Khaki w połączeniu z różowym nude, oraz kremowo-białym kolorem to strzał w dziesiątkę. Na dodatek sweterek na dwóch paznokciach i okazuje się, że te paznokcie podbiły Wasze, a także moje serce. Przed państwem 136 Creamy Muffin, 151 Army Green i 162 Creamy Cookie. Każdy z tych kolorów jest obłędny, osobno wyglądają pięknie, ale w połączeniu także. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!

•  Paznokcie na jesień - sweterkowy manicure


W tym miesiącu zakochałam się w swetrach H&M. Mam już u siebie trzy, a ostatni, który kupiłam jest prze-cu-dow-ny! Ma krój niezapinanego kardiganu, ale to w niczym nie przeszkadza. Ma dwie kieszonki, a na dodatek jest maksymalnie ciepły. W ostatnim poście o ulubieńcach pokazywałam Wam również sweter H&M, ale taki z golfem. Ten równie dobrze umilił mi chłodne dni.


Kiedy leżałam chora w łóżku nie mogłam się zdecydować na czytanie książki. Ból głowy raczej nie pomagał, więc dorwałam się do nowego serialu Netflixa. Mowa tu oczywiście o The Crown. Serial opowiada początki panowania królowej Elżbiety. Mimo, że nie jestem fanką historii, sięgnęłam po niego po pozytywnych odczuciach po serialu Stranger Things (koniecznie obejrzyjcie!). The Crown jest świetnie zrobionym serialem, muzyka, aranżacja, kostiumy to wszystko połączyło się w niesamowitą całość, którą nie sposób przeoczyć. Polecam!


A z muzyki przygrywała mi w tym miesiącu Amy Winehouse. Szczerze przyznam, że nigdy jej nie lubiłam, robiłam sobie podśmiechujki z jej postaci i muzyki, ale raz na jakiś czas mój chłopak ją włączał w mieszkaniu i jakimś cudem się w niej zakochałam. Ja - człowiek oporny - serdecznie polecam, a poniżej dwie moje ulubione piosenki: Tears Dry On Their Own i Help Yourself.





A co Was urzekło w tym miesiącu? Czym umilacie sobie te brzydkie, szare i ponure dni?

Pozdrawiam,
P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy