Autor: 2016/11/03

Paleta NARSissist L'Amour, Toujours L'Amour + trzy wersje makijażu

Nars szturmem wkroczył w nasze skromne, polskie progi. Ale z jakim efektem! Do tej pory mam już pięć kosmetyków tej marki i obawiam się, że na tym nie koniec! Dziś pokażę Wam paletę cieni, którą zakupiłam z powodu jednego cienia... Tak, tak, to prawda. Ale po zakupie okazało się, że jestem zakochana w całości. Jeśli jesteście ciekawe - zapraszam.


Opakowanie palety to solidne pudło, które mieści na zewnątrz, jak i wewnątrz olbrzymie lustro. Jednym słowem - coś pięknego! Niestety nie jest to praktyczne, przewoziłam paletę około trzech razy i zewnętrzne lustro niestety się porysowało. To niestety duży minus. Może jestem gapą, ale wydając tyle pieniążków nie chciałam, żeby coś takiego się stało. 


Przechodząc do plusów nie można nie wspomnieć o ich konsystencji. Jest idealnie kremowa, miękka, kiedy dotykamy ich bezpośrednio. Pigmentacja tych cieni nie jest najwyższych lotów, ale dzięki temu można lepiej kontrolować nakładany produkt. Również ze względu na pigmentację można zauważyć brak osypywania się cieni. Dla mnie to ogromny plus - wolę najpierw zrobić makijaż twarzy, a dopiero potem oczy. Cienie pięknie się blendują, przenikają, ale nie tworzą jednej wielkiej plamy cieni, co jest wielkim plusem. Jedynie ostatni cień w palecie, który jest przepełniony srebrnymi drobinkami, potrafi się osypać. Ale ze względu na jego wygląd, potrafię mu to wybaczyć. Cienie nie zbierają się w załamaniach, nawet po kilku godzinach noszenia. Jeśli się spieszycie - nie potrzebują bazy, a i tak będą wyglądały pięknie. 


Nie można nie wspomniej o kolorystyce tych cieni. Jest to idealna paleta przepełniona kolorami nude, ale ze wspaniałym wzmocnieniem. Możemy znaleźć tu cienie klasyczne, a także nude, podkręcone kolorem, lub wykończeniem. Niektóre kolory są bardzo nieoczywiste, co powoduje, że paleta przybiera na wartości i jakości. Paletę można stosować na dzień, a także w wersji wieczorowej. Kolorystyka jest w tonacji neutralnej, co będzie pasowało większości typom urody. Dla mnie jak najbardziej na plus! Aby zwiększyć efekt cieni satynowych, metalicznych, wystarczy zwilżyć pędzelek, a efet będzie nieziemski!

Poniżej swatche cieni, a następnie opis producenta, a także mój.


I - Cream Bisque - idealny matowy, beżowy cień, nie ma zbyt dużej pigmentacji, ale także nie jest kompletnie transparentny, to to, czego oczekuję od matowego beżu.

II - Shimmering Pink Sand - może z koloru różowego nie ma w sobie nic, ale pięknie wygląda na całej powiecie, tylko w kącikach, ale najbardziej lubię go używać dużym pędzlem jako rozświetlacza.

III - Amethyst Ash - piękny połyskujący brąz, bez drobinek, raczej mocna satyna, o neutralnym kolorze. Właściwie nie wiem dlaczego tak rzadko go używam, chyba muszę to zmienić.

IV - Black Truffle - idealnie napigmentowana, klasyczna czerń.

V - Golden Starlight - złoto! Delikatne, świetnie prezentuje się jako rozświetlacz, a także w kącikach oczu.

VI - Sunburst Copper - aktualnie bardzo modny odcień złota, producent dobrze je nazwał - miedziany odcień złota, który świetnie podkreśli zieloną tęczówkę.

VII - Café Au Lait - perfekcyjnie nazwany, perfekcyjnie wygląda, cudowny odcień chłodnego brązu, którego nie może zabraknąć w żadnej kosmetyczce!

VIII - Pistol Grey - szarość, która nie ma w sobie drobinek, ale bardzo ładnie błyszczy. Ma zielone podtony i to właśnie w tym kolorze się zakochałam kupując tą paletę.

IX - Industrial Steel - grafit, o mocno satynowym wykończeniu, z delikatnymi drobinkami. 

X - Regal Blue - o intensywny granat, pięknie wygląda na dolnej powiece, mocno wyróżnia się na tle.

XI - Shimmering Taupe Cashmere  - bardzo dobrze określony przez producenta, kolor taupe, neutralny brąz, który ma w sobie dużo błysku. Obawiam się, że w nim najszybciej pojawi się denko.

XII - Shimmering Liquorice - czerń z milionem pięknych drobinek! Cudownie wygląda, kiedy nałoży się go na czarną kreskę.


Może nie są to makijaże idealne, ale to coś, co wykonuję na co dzień lub większe okazje. Jeśli jesteście ciekawe, poniżej rozpiska jakich cieni użyłam.

1. Makijaż dzienny,  w którym użyłam podstawowych cieni: I na całą powiekę, VII w załamanie, a IV do zaznaczenia linii rzęs.

2. Dzienne smoky lub delikatny makijaż wieczorowy, jak kto woli. Do zmalowania go użyłam większej ilości cieni. I poszło pod łuk brwiowy, VII zaznaczyłam załamanie powieki, cień o numerze XI wylądował na środku powieki, a także na dolnej powiece, a cieniem IV przydymiłam linię rzęs, na którą wcześniej położyłam czarną, miękką kredkę.

3. To mocniejsza propozycja na wieczór. Użyłam tu bardzo małej liczby cieni. Cień numer I do zmatowienia powieki, VII załamanie powieki, a także rozblendowanie cienia o numerze VIII. Pod ten zielony połyskujący cień nałożyłam cień w kremie/eyeliner również marki Nars o pięknym zielonkawo-czarnym kolorze. To z niego przebija ten piękny zielony błysk. W kąciku oka można się dopatrzeć złotego błysku, który oferuje nam cień numer V.


Jak Wam się podoba ta paleta? Wolicie cienie wysokopółkowe, czy jednak te z niższej półki?

Paletę udało mi się zakupić na promocji w Sephora, a następne na co poluję to paleta do twarzy również tej marki!

PS Wybaczcie zdjęcia makijażu, jest to dla mnie level hardest fotografii :)

Pozdrawiam,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy