Mac D for Danger

No nie mogłam się oprzeć... Oprzeć przed trzymaniem ostatniego miejsca na pomadkę Mac do akcji Back2Mac. Nie udałoby mi się, tym bardziej z tego względu, że to cudo chodziło za mną już od roku. Serio, od roku. Ale na szczęście nastało lato, nie potrzebowałam takiej pomadki, entuzjazm opadł, ale wraz z jesienią wrócił.


Mowa tu o niczym innym jak o cudownej pomadce Mac Cosmetics w kolorze D for Danger. Początkowa pomadka była dostępna tylko w limitowanej edycji z pomadkami matowymi, jednak jak wiecie (bądź nie), weszły one na stałe do kolekcji Mac. O dziwo, większość kolorów można dostać w Douglasie, to cacko jednak można zakupić wyłącznie w salonie Mac bądź przez ich stronę internetową.


A więc przejdźmy do opisu koloru. Na stronie www.maccosmetics.pl pomadka opisana jest jako... za raz, za raz, pomadka nie ma opisu. Jak to możliwe?! Każda pomadka ma opis, tylko nie ta. A tak lubiłam czytać ich ciekawe nazwy kolorów produktów. No nic, wymyślę sama! A co! Jak dla mnie, pomadka jest pomiędzy bordem, burgundem, a buraczkiem. W opakowaniu wygląda na bordo, na swatchu na burgund, a na ustach jak burak. Uwielbiam!


Jeśli chodzi o łatwość nakładania - jest to pomadka matowa, nie powinna sprawić problemu, jednak zalecam pędzelek lub konturówkę w celu równomiernego pokrycia ust, albo wyrównania ich asymetrii (tak jak u mnie). D for Danger utrzymuje się na ustach bardzo, bardzo długo. Po pierwszym posiłku nie widać praktycznie żadnego zjedzenia. No chyba, że to tłuściutki rosołek mamusi. Jednak po kilku dobrych godzinach pomadka zaczyna schodzić. Zapewne Was nie zaskoczę, ale schodzi ona przepięknie, bo pod tą buraczaną warstwą można ujrzeć lekki róż, który wgryzł się w usta. Uwielbiam tą szminkę za to. Wiem, że mimo całodziennego noszenia, wrócę do domu z kolorem na ustach. 


Wykończenie tej pomadki jest standardowo - matowe. Na usta nakłada się jak masełko, jednak na nich pozostaje matowo-satynowe. Uwielbiam takie uczucie na ustach. To mój ulubiony rodzaj wykończenia z Mac. Obok niego chowa się jeszcze retro mat, a także creemesheen. Do pierwszych dwóch trzeba pamiętać o dobrym przygotowaniu ust - żeby pomadka nie uwydatniła suchych skórek, które prześladują nas jesienią i zimą. A po demakijażu - również porządne nawilżenie.


I tak oto pomadka Mac stała się moim ulubieńcem na sezon jesień/zima. Nadal pytam, dlaczego nie mogę nosić tej pomadki do pracy? Żałuję. Jednak po pracy można szaleć! Oczywiście jeszcze jest zbyt krótko, żeby wyprzeć moją ulubioną trójkę Maczków, którą pokazywałam podczas #loveyourlipsweek. Pamiętacie? A wiecie, że to mój pierwszy pomadkowy post od tamtego czasu? Aż się stęskniłam!

•  Top 3 pomadki Mac

Jaki jest Wasz jesienny wybór? Macie ulubioną pomadkę Mac na jesień?

Buziaki,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Paulina blog | BLOG Design: karografia.pl